Każdy weganin, prędzej czy później, staje przed kłopotem zdobycia czegoś zdrowego, pełnowartościowego, czym mógłby posmarować kanapkę stosując to zamiast masła lub margaryny. Margaryna i tak często zanieczyszczona jest dodatkowo masłem albo maślanką, tłuszczami trans…

A te sympatyczne zwierzęta jakimi są krowy i kury, nie koniecznie muszą stać w ciasnych kojcach, być pozamykane w klatkach, być karmione hormonami pobudzającymi ich gruczoły o 1000% w stosunku do tego w co obdarowała je matka natura. Karmione paszą zawierającą antybiotyki, które w tak nienaturalnych i podłych warunkach dla tych zwierząt, pozwolą im przetrwać infekcje, które potem i nas dopadają; po tym jak całe kolonie bakterii uodparniają się na nadużywany antybiotyk. Który gdy trzeba, przestaje działać i na ludzi opanowanych – może za karę? – przez te same patogeny. Matki natury nie oszukasz, prędzej czy później, za męczarnie jakie zadałeś tym krowom które z bolącymi wymionami, eksploatowanymi przez cały dzień, ledwo stoją na nogach, czekając na rychłą, zbawienną dla nich śmierć: odebrane przez człowieka życie, które czeka każdą krowę – nawet tą hodowaną w tzw gospodarstwie ekologicznym (NTV i rolnicy: Robert Wagner i Jadwiga Łopata). Pamiętam jak na innym gospodarstwie bhaktów (wielbicieli Kriszny) zastanawiano się co zrobić z taką wyeksploatowaną krową która zgodnie z tradycją, aby zaspokoić pragnienie Kriszny dla utrzymania tradycji bhaktów, dawała im mleko. Na końcu wypuszczono tę krowę na „wolność” – jak się wyraził jeden z tych krisznowców; których oczywiście szanuję. Ale w takim postępowaniu, się z nimi kategorycznie, nie zgadzam. Czy ów wielbiciel Kriszny zastanowił się, czy przyszło jemu do głowy, że taką krowę wyrzuconą z ciepłej obory na mróz, w naszym polskim klimacie czeka niechybna śmierć – umrze potem sama z głodu w straszliwych męczarniach?… A co zresztą takich krów które przecież „mają wyżywić” wiele milionów ludzi? Je też, myśląc tylko o sobie, wypuścicie na wolność, w ten sposób organizując cywilizowany system żywienia ludzi? W ten sposób wypuścicie na wolność miliony krów?… Ileż w tym jest fałszu i hipokryzji…

To samo czeka kury, i wszystkie inne zwierzęta które żyją dla człowieka po to aby niczym maszyny, urządzenia techniczne, wytwarzać swoimi ciałami, odczuwającymi ból i trwogę, dla chciwego człowieka surowce. Na końcu, prędzej czy później, muszą zostać przez tego człowieka zabite; zabite bo nie ma co z nimi zrobić, nie ma dla nich już miejsca na Ziemi. W rzeczywistości uśmiercone po to, aby człowiek mógł zjeść jajeczko, wypić mleko, posmarować chleb.

Zabobony i polowanie

Może teraz, wielu wam kochani, się tym narażę; ale niestety, z woli niechybnej sprawiedliwości dla czystej logiki – pola nieomylnego logosu który rządzi całym światem, niestety muszę to dla was napisać; muszę to wam wyznać: choć nie ze wszystkim się z nim zgadzam,

ale w tym akurat przypadku, zgadzam się z tym, przynajmniej szczerym i poczciwym człowiekiem jakim jest. Z, p. profesorem Janem Szyszko, w tym akurat punkcie zgadzam się w stu procentach (odnośnie podłego i niesprawiedliwego „linczu”, urządzonego przez środowisko „alternatywne” NTV, profesorowi, przy okazji słusznej walki z GMO) czas odtwarzania 1:08:00: – Polowanie na zwierzęta, jest nieporównanie bardziej humanitarne od hodowania zwierząt w celach przemysłowych – wyraził się podobnie, profesor Jan Szyszko w „Rozmowach Niedokończonych”. Profesor mówił wtedy o gospodarstwach przemysłowych, a ja napiszę tu, że dotyczy to również t. zw. gospodarstw ekologicznych w których to, świniom, kozom, barankom i krowom podrzyna się – wprost – gardła, a właścicieli tych gospodarstw, w t. zw. „środowisku alternatywnym”, pokazuje się nieomal jako ludzi „kryształowych”; promując przy tym, w innych audycjach weganizm. Co w zestawieniu z polowaniami profesora Jana Szyszki na bażanty i polowaniem na samego profesora przez środowisko NTV, jest swego rodzaju – mówiąc oględnie – dysonansem poznawczym, „dogadującym” się z hipokryzją: kurki u p. „Jadzi” Łopaty, zapewne skończą z głowami na pieńku, krówkom, kozom czy barankom (obojętnie), u rolnika p. Roberta Wagnera poderżnie się gardła; a za to, ku odkupieniu dusz, aby przerwać koło karmy, albo chociaż wylądować na bardziej przyjaznej planecie, przecież tak uczciwy p. Janusz Zagórski razem ze swoimi rosyjskimi kamratami na Górze Ślęży, adorował będzie słowiańskiemu bogowi Perkunowi, któremu niegdyś składano ludzi w ofierze żeby padał deszcz, albo żeby przestał padać. W zgodzie z naturą oczywiście…

Baranek „boży” i jego przelana krew

Co przecież nie znaczy że świadomy weganin, musi polować. Prawda? Żadnemu też weganinowi nie trzeba tłumaczyć, że unikanie surowców pochodzenia zwierzęcego i całkowita rezygnacja z pożywienia które pochodzi od zwierząt hodowlanych, które ostatecznie na skutek tej barbarzyńskiej hodowli wyeksploatowane kończą śmiercią, jest nie tylko właściwe dla fizycznego zdrowia człowieka, ale i zdrowia duchowego – rozumianego rzecz jasna jako zgoda z własnym sumieniem, a nie duchowością religijną – wybrzmiewającą podobnie do wyrazu „dewocyjną”. Pan Bóg, ma „w nosie” naszą adorację (o. Dyrektorze). Zaś sama tylko adoracja, która sama w sobie jest próżna, służy wyłącznie samemu diabłu. Ta jego przelana krew baranka, jest przykra i niepotrzebna.

Wstęp – właściwości fizyczne i budowa

Dlatego my, obdarowani rozumami ludzie, zamiast kupować gotowe zatrute jedzenie w markecie, zabieramy się do pracy wykorzystując wyłącznie rośliny pozbawione przez naturę mózgów, rozumów, oblicza, oczu, łez…

I dziś z radością, wytwarzamy masło, które swoją stabilność, zawdzięcza wyłącznie temu że jest emulsją; emulsją płynnego mleka sojowego i płynnego oleju; który rozbity na małe cząsteczki, wykorzystując zjawisko napięcia powierzchniowego cieczy, tworzy mikroskopijne baloniki podobne do komórek zwierzęcych; w tym wypadku wypełnionych bogatym w wartościowe białko i witaminy, mlekiem sojowym. Bez jakichkolwiek dodatkowych substancji: stabilizatorów, substancji które pod wpływem niższej temperatury krystalizują, sieciują… w prosty sposób, szybko, domowym sposobem, zrobimy masło.

Kiedyś u p. Olgi Smile, znalazłem podobny przepis, ale miał on zbyt dużo drogich i trudno dostępnych składników. M. in. olej kokosowy który według mnie powinien w takim wypadku (jeżeli jest rafinowany nadaje się tylko do pieczenia i smażenia) być nierafinowany, tłoczony na zimno, żeby był zdrowy. Przepis ten posiadał w swoim składzie również lecytynę sojową i kefir wodny – chyba dla nadania maślanego aromatu.

Moje masło, pozbawione jest tych dodatkowych trudno dostępnych składników, ale za to można je łatwiej, szybciej i taniej przyrządzić. Technika jego wyrabiania, przypomina trochę robienie majonezu, ale na kanapce, w dodatku obłożonej innymi składnikami, smakuje jak masło z krowiego mleka, albo margaryna. Taka margaryna kupiona w markecie, zwykle zawierająca w sobie rakotwórcze i odpowiedzialne za powstanie choroby wieńcowej tłuszcze trans, które mimo że nie mają żadnego smaku ani zapachu i tak nas tróją. Zaś nasze, tu opisane masło – może – zawierać wyłącznie tłuszcz roślinny cis – t. zn. ten zdrowy – i jeżeli tylko mamy dostęp do odpowiedniej maszyny, uzyskamy tłuszcz – olej roślinny, tłoczony wprost z nasion w naszym domu. Oczywiście jakość naszego masła, będzie zależała od tego jaki olej zastosujemy. Ale jeżeli nie mamy takiej maszyny, to i tak, nawet gdybyśmy zrobili to masło ze zwykłego polskiego Kujawskiego oleju, było by ono nieporównywalnie zdrowsze od tego proponowanego nam przez przemysł śmierci i jego chemię.

Z jakich nasion, olej nadaje się do wytworzenia tego masła? W zasadzie ze wszystkich popularnych oleistych, ale zrobiony z czystej lnianki wyjdzie trochę za luźny. Zrobiony z czystego słonecznika, choć najbardziej sztywny, jest niepoprawnie zbilansowany – w stosunku omega-3 i omega-6. Najwłaściwszym olejem jest olej rzepakowy. Ma on poprawny stosunek ww omega-3 do omega-6; a – teoretycznie – szkodliwego kwasu erukowego zawiera minimalną ilość – nieporównywalnie mniejszą nisz ryba, dorsz. Ja, dla siebie, robię masło właśnie z tego oleju tłoczonego u mnie w domu, metodą na zimno – z pachnącego polem ziarna rzepaku nabytego u rolnika. Taki olej nie śmierdzi jak sądzi mięsożerny p. Jerzy Zięba. Uzyskanego taką metodą oleju, nie potrzeba chemicznie dezodoryzować. Jedynie bardzo subtelnie pachnie on polem i ziołami. Ale zapewne można też pokusić się o eksperyment i spróbować wytworzyć takie masło mieszając olej słonecznikowy z lnianym w np. stosunku 2:1. Jeżeli ktoś jednak nie ma dostępu to prasy (wyciskarki do oleju z nasion), nie ma sensu się bawić, i najlepszym wypróbowanym prze zemnie olejem był zawsze zwykły polski olej rzepakowy „Kujawski”. Z którego robię teraz mydło. Ale o tym, w innym art.

Jak tłoczyć tłuszcze z nasion, czym tłoczyć i po co, jak wygląda moja maszyna do tłoczenia oleju z ziaren oleistych, to wszystko w oddzielnym artykule. Dziś skupimy się na wegańskim maśle, które zawiera w sobie jeszcze dwa podstawowe składniki: mleko sojowe i jogurt sojowy. Mleko sojowe robimy samodzielnie (o tym w osobnym artykule), albo kupujemy je w sklepie ze zdrową żywnością. Jogurt sojowy – koniecznie na żywych kulturach bakterii – robimy samodzielnie; o czym również w oddzielnym art.. Po za tym, nie spotkałem jeszcze w sklepie – jogurtu sojowego. Zresztą, na kupowanie gotowców w sklepie ze zdrową żywnością, i tak mało kogo stać. Dociekliwi, już zadają sobie pytanie: „po co ten jogurt”. Odpowiadam: bez niego też się uda, ale masełko szybko się popsuje; do tego stopnia że smród jego szybko odebrał by nam apetyt na cały dzień. Zaś, z jogurtem i kurkumą, która jest silnym przeciwutleniaczem, masło to jest bardzo trwałe – wytrzymuje nawet kilka dni poza lodówką. Czemu zawdzięcza swoją trwałość? W jogurcie znajdują się aktywne bakterie probiotyczne, które biją „na głowę” wszelkie mądrości i „cuda wianki”, jakie tworzą dla nas chemicy przemysłu śmierci.

Przepis

Do jego przyrządzenia konieczny jest nurkowy blender (ręczny) o dużej mocy – co najmniej 600 W. Taki który będzie wstanie rozbić olej na małe cząsteczki i utworzyć w ten sposób specyficzną zawiesinę oleju w mleku – emulsję. Jest to proces czysto fizyczny, a nie chemiczny – jak mogło by się wydawać.

Uwaga wstępna: W tym przepisie wszystko jest ważne. Każde odstępstwo może grozić zważeniem się i np. nagłym upłynnieniem masy. Masa – w początkowej fazie obróbki – nielubi składników zanieczyszczonych zawiesinami. M. in. z tego powodu kurkumę i sól dodajemy w połowie miksowania. Mleko nie może być zanieczyszczone okarą; niekiedy szkodliwe bywa, jednorazowe dodanie, zbyt dużej porcji oleju; każdą kolejną porcję, miksujemy tylko do momentu dobrego połączenia się składników – tak żeby nie przegrzać miksera. Ze względu na szkodliwość zasysanego przez blender kielichowy powietrza, do miksowania stosujemy tylko blender nurkowy (ręczny), o dużej mocy. Takim blenderem można ręcznie przemieszczać śmigło po całej masie, gdy jest już mocno sztywna. Jako naczynia w którym miksujemy, używamy zwykłego litrowego słoika twist-off, który jest dostatecznie wysoki i dostatecznie wąski – co również jest ważne.

Kto jeszcze nie ma, niech zaopatrzy się w elektroniczną – cyfrową wagę kuchenną. Można ją nabyć nawet za 20 złotych.

Przepis wygląda Następująco: Do półlitrowego słoika wlewamy

  • 130 gr. mleka sojowego
  • 90 gr. jogurtu sojowego

lub, eksperymentalnie:

  • 150 gr. mleka sojowego
  • 70 gr. jogurtu sojowego

Przy takim stosunku, masło musi być potem bezwzględnie przechowywane w lodówce.

Miksujemy to, na początku, na wolnych obrotach; delikatnie unosząc śmigło blendera. Następnie wlewamy:

  • 540 gr oleju rzepakowego, ale nie od razu całą zawartość. (Eksperymentalnie może to być 250 gr lnianki i reszta rzepakowego. Im więcej lnianki, tym luźniejsze masło – na to trzeba zwrócić uwagę.)

Miksujemy cyklicznie – dodając po trochu olej – co jakieś dwa centymetry w litrowym, zakręcanym słoiku. Nigdy nie wlewamy całej zawartości oleju. Miksujemy pulsacyjne, długimi pulsami i zawsze stopniowo unosząc śmigło blendera. Gdy dolewając, „dojdziemy” już do połowy słoika, zaczyna nam sztywnieć masa. Jest to czas na dodanie soli i kurkumy:

  • jedna płaska łyżeczka do herbaty, kurkumy,
  • 1/2 płaskiej łyżeczki do herbaty, wcześniej zmielonej polskiej soli kamiennej z Kłodawy, która również dodatkowo konserwuje.

Miksujemy powyższe składniki, unosząc bez pośpiechu śmigło w taki sposób, żeby nie zassało powietrza od góry. Co dwa centymetry, dolewamy kolejne porcje oleju, miksując następnie pulsacyjnie masę: w momencie gdy unosimy śmigło, naciskamy guzik blendera. W trakcie miksowania uważamy żeby nie zassał nam powietrza od góry. Dolewamy i miksujemy tak długo, aż wypełnimy cały litrowy słoik. Z każdym kolejnym cyklem dolewania i miksowania, masa będzie coraz bardziej sztywna. Gdy słoik mamy już pełen, masło już nadaje się do jedzenia, ale zanim wstawimy je do lodówki, odstawiamy je na jakieś 6 – 8 godzin w temperaturze pokojowej, aby dojrzało – aby bakterie acidofilne z jogurtu, stały się aktywne.

Dobrze zrobione masło tą metodą, jest tak sztywne że można przechylić słoik do góry dnem, nie wylewając jego zawartości. W lodówce, na drzwiach, przechowywałem je nawet miesiąc. Nie spleśniało, nie mówiąc o zmianie zapachu czy smaku. Z czasem staje się tylko odrobinę bardziej kwaskowe, co jest efektem działalności wspomnianych bakterii probiotycznych. Na chlebie jednak tego nie odczujemy.

Na koniec: humanitarny, świąteczny baranek

Życząc smacznego, zachęcam do dalszych eksperymentów. Może z kryształami japońskimi których ja w tym przepisie jeszcze nie wypróbowałem?… Próbowałem natomiast, mieszając w stosunku 1 do 2 – olej rzepakowy i kokosowy; uprzednio, przed zmieszaniem obu olejów, kokosowy topiąc w jak najniższej temperaturze (nie miksować gorącego oleju). W ten sposób, uzyskamy większą twardość, co pozwoli nam na wystruganie z tego masła – humanitarnego – świątecznego baranka. Próbujmy, uczmy się, budując nową cywilizację, pamiętając przy tym jednocześnie: Na naszej Matce Ziemi, istnieją dwa królestwa: jedno nazywa się królestwem zwierząt, drugie królestwem roślin. Nie bądźmy tacy pyszni. Zanim ostatecznie wrócimy do królestwa Bożego, chcemy czy nie, dziś przynależymy do królestwa zwierząt. Zatem jako istoty czasu pobytu na Ziemi, obdarzone przez Boga szczególnym rozumem – wolną wolą, nie zachowujmy się w swoim królestwie, bez powodu, niczym zakłamane kanibale.

I niech nikt, nigdy na Ziemi – żadna religia, przesądy, ideologia, totalitaryzm, zakłamana nauka, nasze przyzwyczajenia, stereotypy, archetypy… nie narzucają nam swojej woli.

  Waldemar T. Laskowski

 

Niezbędne źródła – potrzebne do napisania artykułu:

  • Niesprawiedliwy „Lincz” na profesorze o czasie odtwarzania 20:00 min.: https://www.youtube.com/watch?v=fMMLHPlQZ3k
  • Antoni Ferdynand Ossendowski: Cień Ponurego Wschodu
  • o. Dyrektor: Jedyny głos w naszej rodzinie – Radio Maryja i TV Trwam

==================================================================

Swobodne rozpowszechnianie powyższego artykułu, polegające na jego przedruku – wszelkiego rodzaju powielaniu i publikacji gdziekolwiek indziej, możliwe tylko po podaniu adresu internetowego do artykułu źródłowego, lub podaniu adresu strony źródłowej z której on pochodzi. Oto link do strony źródłowej: https://waldorfus.wordpress.com/

Oraz: podaniu pełnej nazwy autora, zachowaniu oryginalnego tytułu – takiego jaki został wydrukowany na stronie źródłowej, oraz zachowaniu tekstu i grafiki w takim stanie, jakim zostały wydrukowane na stronie źródłowej. Wszelkie zmiany w tym artykule, np. polegające na skróceniu tekstu, możliwe tylko za zgodą autora.

==================================================================

Reklamy